Muzeum Bitwy Pod Grunwaldem - informacje praktyczne. Muzeum Bitwy pod Grunwaldem. Stębark 1, Gierzwałd. tel. 89/ 647-22-28. Aktualne godziny zwiedzania i cennik znajdziesz na stronie: https://muzeum-grunwald.pl/. Muzeum czynne: 10 kwietnia do 30 września 9.30-18.30. 1 października - 31 marca 9.30–17.30. Cennik:
Grunwald XX wieku [I WOJNA ŚWIATOWA] 30 sierpnia 1914. Koniec bitwy pod Tannenbergiem. Niemcy dzięki umiejętnym manewrom Ludendorfa i Hindenburga pokonują rosyjską armię. Zgodnie z
Mapa misji. Gratulację, ukończyłeś misję 2! Misja 1. Misja 2. przed bitwa. ciekawostki. Misja 6. Bitwa pod Grunwaldem. Misja 3. charakterystyka panstwa polsko - litewskiego. charakterystyka zakonu. Misja 5. Misja 4 ' ' poczatki wojny, Misja 3. W sierpniu 1409 roku Krzyżacy zajęli ziemię dobrzyńską a także najechali Kujawy i
Bitwa pod Grunwaldem znalazła swoje miejsce w kulturze polskiej. Zwycięstwo nad Krzyżakami uwiecznił Jan Matejko w 1878 roku na obrazie zatytułowanym Bitwa pod Grunwaldem. Jest to jeden z najbardziej znanych obrazów w Polsce. Zwycięstwo nad zakonem przedstawił też Henryk Sienkiewicz w książce Krzyżacy wydanej w 1900 roku.
Film Bitwa pod Grunwaldem – plik wideo Pytania i odpowiedzi do mapy Mapa mentalna Rzeczpospolita polska – propozycja rozwiązania, grupa II – plik pdf
17.00 – Próba generalna XXV Inscenizacji Bitwa pod Grunwaldem. 18.30 – X Mistrzostwa Polski VI Turniej Bojowy Miecza Jednoręcznego „O Złoty Pas Grunwaldu”. 20.00 – „Huskarl” – koncert zespół muzyki dawnej (scena u Rycerzy) 21.00 – „Viatores” – koncert zespół muzyki dawnej (scena u Rycerzy) 22.00 – III Turniej
BITWA POD GRUNWALDEM 1410. od Super Sprzedawcy. 42, 00 zł. 50,99 zł z dostawą. Produkt: BITWA POD GRUNWALDEM 1410. kup do 13:00 - dostawa jutro. dodaj do koszyka. Firma.
Jan Matejko Bitwa pod Grunwaldem - opis, interpretacja, symbolika. Jan Matejko malował „Bitwę pod Grunwaldem” przez sześć lat (1872-1878), posiłkując się „Rocznikami” Jana Długosza. Ostatecznie udało mu się osiągnąć niesamowity efekt – na płótnie o rozmiarach 426 x 987 cm w sposób monumentalny przedstawił jedno z
„Bitwa pod Grunwaldem” - czas i miejsce akcji. Akcja opowiadania Tadeusza Borowskiego toczy się w Niemczech, najprawdopodobniej we Freimanie (tam przetrzymywany był autor przed uwolnieniem). Jest dzień 15 lipca 1945 r. Wojna już ucichła, a na terenie dawnej III Rzeszy stacjonują amerykańskie wojska. Trwa akcja przywracania dawnego
17.00 – Próba generalna XXV Inscenizacji Bitwa pod Grunwaldem 18.30 – XI Mistrzostwa Polski VII Turniej Bojowy Miecza Jednoręcznego „O Złoty Pas Grunwaldu” (Chorągiew Gończa) 19.00 – Wigilia – Akatyst ku czci Matki Bożej z procesją do ruin kaplicy pobitewnej, liturgia w oprawie muzycznej – Zespół Wokalny Scala Sancta z
piUi58k. Spotkanie pod Grunwaldem W nocy z 14 na 15 lipca 1410 r. załamała się pogoda: nadeszła burza, padał deszcz i wiał porywisty wiatr. Wymarsz sprzymierzonych wojsk opóźnił się. Wojsko ciągnęło głównie na przełaj, paląc po drodze napotkane wsie. Po przejściu około 15 km armia dotarła na południowy kraniec jeziora Łubień. Była godzina 8 rano. Zaczęła poprawiać się pogoda, ustał deszcz i zza chmur wyjrzało słońce. Wojska zatrzymały się, by król mógł wysłuchać dwóch mszy. Przybycie obu stron na Pola Grunwaldu Wojska biwakujące nad jeziorem były ukryte przed ewentualną obserwacją nieprzyjaciela, ale same też miały bardzo ograniczone pole widzenia. Szczególnie osłonięty był kierunek zachodni, gdzie rozciągał się labirynt pagórków i dolin częściowo porośniętych lasem i dopiero dotarcie na skraj zalesionego terenu pozwalało na ogarnięcie wzrokiem szerszej okolicy. W tym kierunku wyruszyli liczni zwiadowcy. Gdy Jagiełło szykował się do wysłuchania mszy, zaczęli powracać pierwsi gońcy z wiadomościami o armii Zakonu przybywającej stopniowo z północnego zachodu. Stało się jasne, że już wkrótce może dojść do upragnionej w polskim dowództwie bitwy w otwartym polu. Ogłoszono alarm, przodem wysłano kilka chorągwi, które miały uchwycić skraj lasu, a reszta wojska miała powoli maszerować na wyznaczone pozycje. W jaki sposób doszło do pojawienia się głównych sił Zakonu pod Grunwaldem? Pamiętamy, że 13 lipca armia krzyżacka zatrzymała się na postój w oczekiwaniu na dalszy rozwój wypadków. Nikt ze starszyzny Zakonu nie znał jednak położenia sprzymierzonych ani ich planów. Sytuacja zaczęła wyjaśniać się dopiero następnego dnia. Zwiadowcy krzyżaccy natknęli się na nielicznych ocalałych mieszkańców Dąbrówna i od nich dowiedzieli się o spaleniu miasta oraz o masakrze ludności cywilnej. Z uzyskanych informacji dowództwo Zakonu słusznie wywnioskowało, że Jagiełło nie zrezygnował z dalszego marszu na Malbork i podjęło decyzję ponownego zablokowania drogi wojskom Unii. Mieli do wyboru albo zablokowanie wąskiego przesmyku między jeziorami w Dąbrównie, albo forsowny marsz przez Marwałd i Frygnowo do Stębarka, aby tam zmierzyć się ze sprzymierzonymi wojskami. Na pierwszy wariant było już jednak za późno. Krzyżacy wyruszyli przed świtem 15 lipca około 2 lub 3 nad ranem i maszerowali szybko by nadrobić stracony czas. W rezultacie około 8 rano znaleźli się w rejonie Stębarka w odległości 5−6 km od wojsk Unii. Obie strony rozpoczęły przygotowania do stoczenia walnej bitwy... Początek bitwy i kryzys sprzymierzonych Przybycie krzyżackich heroldów Przybycie heroldów (scena z filmu „Krzyżacy”) Król Władysław nie śpieszył się z rozpoczęciem bitwy, spokojnie wysłuchał dwóch mszy, w czasie których wojsko powoli zajmowało wyznaczone pozycje. Gdy kończyło się ustawianie sprzymierzonych wojsk, a król szykował się do starcia, w stronę królewskich wojsk wyruszyli dwaj heroldowie. Byli to reprezentanci dwóch sprzymierzeńców Zakonu: króla Węgier i szczecińskiego księcia. Heroldowie przywieźli ze sobą dwa miecze (jeden dla króla, drugi dla księcia Witolda) oraz wezwanie do walnej bitwy. Zapowiedzieli też możliwość cofnięcia krzyżackich wojsk, by nasze rycerstwo nie musiało dłużej kryć się tchórzliwie po lasach. Jagiełło przyjął heroldów z dużym opanowaniem. Kazał wziąć od nich oba miecze na znak zwycięstwa, ale nie dał się sprowokować do przedwczesnego rozpoczęcia bitwy. W tym czasie wojska litewskie były już na swoich pozycjach, natomiast rycerstwo Królestwa dopiero kończyło zajmowanie stanowisk. Początek bitwy Obie armie były gotowe do starcia około południa, rozdzielała je tylko Dolina Wielkiego Strumienia szeroka na 200−300 metrów. W szeregach sprzymierzonych zagrały trąby dające sygnał do ataku, polskie rycerstwo odśpiewało Bogurodzicę, a zaraz potem jako pierwsze ruszyło do szarży prawe skrzydło litewskie wsparte przez kilka chorągwi koronnych. Część historyków tłumaczy atak książęcych wojsk porywczością Witolda, ale nie można wykluczyć, że głębsze rzuty ciężkozbrojnej jazdy polskiej nie ukończyły jeszcze do końca zajmowania wyjściowych pozycji, co w efekcie pociągnęło opóźnienie ataku lewego skrzydła sprzymierzonych. Inni uważają, że bitwa rozpoczęła się po prostu w tradycyjny dla średniowiecza sposób, czyli od ataku prawego (litewskiego) skrzydła. Kryzys sprzymierzonych Bitwa pod Grunwaldem: kontratak Krzyżaków Krzyżacy dali dwa razy ognia ze swoich bombard, nie wyrządzając nacierającym wojskom Unii żadnych strat, po czym sami ruszyli do szarży. Mimo że atakowali z góry, nie wytrzymali impetu natarcia sprzymierzonych i zostali odrzuceni na odległość 800 m. Po uporczywej, godzinnej walce chorągwie krzyżackiego lewego skrzydła zaczęły jednak uzyskiwać coraz wyraźniejszą przewagę nad gorzej uzbrojonymi hufcami litewskiej konnicy. Wojska Witolda zostały zmuszone do rozpaczliwej obrony, a wkrótce potem do odwrotu, który szybko przerodził się w paniczną ucieczkę większości chorągwi Księstwa. Na nic zdały się interwencje Witolda, który „biczem i potężnym krzykiem” próbował zatrzymać uciekające oddziały. Znacznej ich części nie udało się zawrócić, niektóre dotarły aż na Litwę, niosąc wieść o klęsce sprzymierzonych wojsk. Książę Witold załamany poniesioną porażką, błagał króla o przysłanie posiłków. Odwrót litewskich chorągwi wstrząsnął także niektórymi polskimi jednostkami, walczącymi na zagrożonym odcinku. I tak np. zaciężna chorągiew Św. Jerzego uciekła aż do obozu nad jeziorem Łubień, skąd, po ostrej reprymendzie podkanclerzego Mikołaja Trąby, wróciła na pole bitwy, by zmazać swą hańbę. Tymczasem zwycięskie oddziały krzyżackiego lewego skrzydła, uznając, że bitwa jest wygrana, ruszyły w pogoń, zagarniając łupy i jeńców, ale tracąc spoistość szyku. Był to bardzo poważny błąd, bo choć po stronie sprzymierzonych sytuacja była trudna, kryzys miał stosunkowo ograniczony zasięg. Niektóre litewskie oddziały nie uległy panice i twardo broniły swoich pozycji. Były to głównie chorągwie smoleńskie, które nie dały się oderwać od wojsk koronnych, ponosząc bardzo ciężkie straty, zaryglowały częściowo powstały wyłom. W zagrożony rejon nadciągnęły liczne posiłki. Były to między innymi chorągiew krakowska, halicka, sandomierska, wieluńska oraz inne nieznane z nazwy. Uderzyły one na tych rycerzy Zakonu, którzy dość wcześnie zaniechali pościgu i próbowali atakować odsłoniętą flankę sprzymierzonych. W tym samym czasie na dalekich tyłach litewskich część pierzchających oddziałów zdołała opanować panikę, zawróciła i uderzyła na rozproszone pościgiem wojska krzyżackie, zadając im ciężkie straty. Być może w akcji tej wzięły udział także chorągwie koronne z głębszych, rezerwowych rzutów. Chorągiew Królestwa Polskiego Wyłom został zlikwidowany, ale nacisk wojsk zakonnych nie ustawał. Liczne szarże, prowadzone czasem przez samego wielkiego mistrza, przebijały się przez polskie szeregi. Podczas jednej z nich padła na ziemię główna chorągiew Królestwa Polskiego, powierzona chorążemu krakowskiemu Marcinowi z Wrocimowic. Według zwyczaju zwinięcie głównej chorągwi było sygnałem do odwrotu, więc jej upadek mógł doprowadzić do katastrofy. Krzyżacy pewni zwycięstwa zaczęli nawet śpiewać swój hymn. Po raz kolejny była to jednak przedwczesna radość. Chorągiew szybko podniesiono i nie ma żadnych powodów, by przypuszczać, że dostała się ona choć na chwilę w ręce nieprzyjaciela. Rozbicie armii Zakonu Atak na polskiego króla Bitwa pod Grunwaldem: koniec kryzysu Upadek chorągwi Królestwa Polskiego był ostatnim niekorzystnym dla sprzymierzonych wydarzeniem podczas bitwy grunwaldzkiej, a po zażegnaniu kryzysu, szala zwycięstwa wyraźnie przechyliła się na stronę wojsk Unii. Wyczerpane kilkugodzinnym bojem chorągwie zakonne zaczęły około godziny 15 ustępować pola i cofały się w kierunku obozu. Wówczas Ulrich von Jungingen uznał, że sytuacja stała się krytyczna i na czele 15 lub 16 chorągwi poszedł do szarży, która w jego zamierzeniu miała przesądzić o zwycięstwie Krzyżaków. Siły prowadzone przez wielkiego mistrza zapewne nie były zupełnie świeże. Raczej niemożliwe jest, by do tej pory Krzyżacy zachowali nietknięty odwód, stanowiący niemal trzecią część armii Zakonu. Bardziej prawdopodobne jest, że były to jednostki biorące udział w walce podczas pierwszej fazy bitwy, następnie wycofane, zreorganizowane i wypoczęte były ponownie gotowe do szarży. Wielki mistrz po zebraniu swoich wojsk gdzieś na tyłach armii Zakonu, ruszył najpierw ku wschodowi, a potem zawrócił łuk w prawo, by po raz kolejny zagrozić prawej flance sprzymierzonych. Doszło wówczas do dość groźnej sytuacji. Zataczając łuk, odwód wielkiego mistrza znalazł się w bezpośrednim sąsiedztwie polskiego króla. Ulryk nie dostrzegł polskiego monarchy, nie zainteresował się też nieliczną eskortą króla i upominał swoich, by trzymali zwarty szyk, gdyż głównym celem ataku była przecież prawa flanka sprzymierzonych. Mimo to jeden z atakujących Krzyżaków Dypold von Köckritz nie posłuchał rozkazu, oderwał się od kolumny i natarł na Jagiełłę. Zapewne nie wiedział, że szarżuje na samego króla, lecz wybrał go ze względu na piękną zbroję i wspaniałego wierzchowca. Król stanął do walki osobiście, zranił Krzyżaka kopią, a królewska ochrona powaliła go na ziemię i zabiła. Epizod ten, choć dramatyczny, nie miał żadnego wpływu na dalszy przebieg bitwy. Ostatnia szarża Jungingena Śmierć wielkiego mistrza Bitwa wchodziła w decydującą fazę. Manewr oskrzydlający wielkiego mistrza był pomyślany śmiało, ale przeprowadzony za wolno, by zaskoczyć sprzymierzonych. Potężny oddział krzyżacki był widziany z daleka, więc polskie hufce miały dość czasu, by przygotować się do odparcia ataku. Frontem ku nadciągającemu nieprzyjacielowi stanęła chorągiew krakowska, a wraz z nią zapewne także inne chorągwie małopolskie walczące w tym rejonie. Wynik tego starcia był dla Krzyżaków tragiczny w skutkach. W pierwszym zderzeniu padł wielki mistrz oraz znaczna część najważniejszych krzyżackich dowódców. Do tak wielkiego sukcesu strony polskiej przyczyniło się zapewne wejście do walki zupełnie świeżych odwodów, które zaatakowały lewą flankę atakujących wojsk Zakonu. Bitwa pod Grunwaldem: klęska Krzyżaków To był początek końca Krzyżaków. Naciskani przez polskie rycerstwo od strony Łodwigowa i Stębarka próbowali jeszcze dzielnie stawiać opór. Ale gdy na ich tyły spadł atak chorągwi litewskich, które przy asyście polskich odwodów uporały się ze ścigającymi je wojskami Zakonu i teraz powróciły wesprzeć wojska Królestwa Polskiego, w krzyżackich szeregach nastąpiło załamanie. Zdecydowana większość chorągwi zakonnych rzuciła się do bezładnej ucieczki. Część z nich schroniła się w otoczonym wozami obozie, który zdobyto po krótkiej, aczkolwiek niezwykle krwawej walce. Właściwa bitwa dobiegła końca. Rozpoczął się pościg za niedobitkami armii Zakonu. Pościg Krąg zamykający się wokół chorągwi krzyżackich nie był szczelny, bo w bitwie kawaleryjskiej nie mógł taki być. Wielu rycerzy zakonnych zdołało się wyrwać z kotła. Część z nich uciekała wzdłuż polnej drogi wiodącej z Grunwaldu do Frygnowa, ale zdecydowana większość wybrała drogę na Samin i dalej na Lubawę, Iławę i Malbork. Początkowo Jagiełło zakazał prowadzenia pościgu, ale gdy zobaczył, że wszelki zorganizowany opór ustał, wyraził na niego zgodę. Główne kierunki ucieczki Krzyżaków Ucieczka krzyżackich wojsk miała charakter paniczny. Część z uciekinierów utonęła w czasie desperackich prób pokonywania przeszkód wodnych. Po drodze zostawiano nawet chorągwie. Już 16 lipca pierwsi uciekinierzy dotarli do Malborka, przebyli zatem w ciągu dnia 100−120 km. Jest to typowa odległość dla rozbitków ratujących się całkowitego z pogromu. Pościg za uciekającymi wojskami Zakonu prowadzony na przestrzeni nie mniejszej niż 30 km przeciągnięto do późnych godzin nocnych. Król Jagiełło także wziął udział w pościgu. Na jego rozkaz zaniechano rzezi dościgniętej na moczarach sporej grupy Krzyżaków. Mimo to pościg był krwawy, wielu zakonnych rycerzy nie dożyło następnego dnia. Powróciwszy z pościgu Jagiełło wyznaczył miejsce noclegu dla całej armii i ściągnął tam tabor, przebywający podczas bitwy w obozie nad jeziorem Łubień. Szybko przygotowano pierwszy od rana posiłek i rozdawano go powracającym stopniowo z łupami i jeńcami rycerzom.
Dla Polaków bitwa pod Grunwaldem to jedno z najważniejszych zwycięstw. Bitwą szczycili się także Niemcy, którzy ukuli mit krzyżackiego bohaterstwa. Tuż po wojnie na polach Grunwaldu rycerze postawili kaplicę, do której od razu zaczęły tu przybywać pielgrzymki. A kilkaset lat później niektórzy historycy twierdzili wręcz, że zwyciężyli rycerze zakonu. Bitwa pod Grunwaldem to największa wojenna potyczka średniowiecza, która miała miejsce 610 lat temu. Grunwald od tamtej pory stał się magicznym miejscem nie tylko dla Polaków. Krzyżacy zaraz po wielkiej wojnie lat 1409-1411 postawili kaplicę w domniemanym miejscu śmierci wielkiego mistrza Ulricha von Jungingena. Od razu zaczęły tu przybywać pielgrzymki. Zanim historię Krzyżaków zaczęto wykorzystywać jak element propagandy. Niemcy uznali pole bitwy pod Grunwaldem za święte miejsce walki w obronie wiary. Jednak w latach 30. XVI wieku kaplica zaczęła popadać w ruinę. Albrecht Hohenzollern, ostatni wielki mistrz zakonu, przeszedł na luteranizm, zeświecczył państwo i przepędził duchownych katolickich. Aż do końca XVIII wieku protestanccy Prusacy bezceremonialnie traktowali spuściznę po katolickim zakonie. Wiele zamków zniszczono, inne przebudowano, pamiątki po rycerzach wyprzedawano. Grób von Jungingena Dopiero po upokorzeniu, jakim były wojny napoleońskie, Prusacy postanowili wesprzeć się duchowym dziedzictwem Krzyżaków. W 1813 r. roku król pruski Fryderyk Wilhelm III ustanowił Krzyż Żelazny, odznaczenie wojenne nawiązujące do krzyża zakonnego. Przyznawano je do 1945 roku. Dwór w Berlinie zaczął też szczodrze łożyć na restaurację spuścizny zakonnej, zwłaszcza zamku malborskiego. W 1842 roku na grunwaldzkie pola przybył kolejny władca, Fryderyk Wilhelm IV. Podczas tej wizyty wbito białą flagę z czarnym krzyżem w miejsce, gdzie podczas bitwy pod Grunwaldem miał polec von Jungingen. Krzyżacki mit bitwy pod Grunwaldem wykorzystywano jeszcze intensywniej po zjednoczeniu kraju przez armię pruską i ustanowieniu Cesarstwa Niemieckiego w 1871 roku. Zaczęto wydawać pocztówki, na których Archanioł Gabriel, patron Niemiec, odziany był w białe szaty z czarnym krzyżem, a w prawym ręku dzierżył miecz. Ponieważ w tym czasie rząd w Berlinie walczył z niemieckim regionalizmem, historycy wychwalali państwo zakonne za to, że było tworem silnie scentralizowanym. Poza tym zjednoczone Niemcy przystąpiły z werwą do kolonizacji swoich wschodnich kresów, czyli ziem zamieszkanych przez Polaków. I w tej kwestii pamięć o Krzyżakach i bitwie pod Grunwaldem była niezastąpiona. „Państwo zakonne w powszechnej świadomości było uważane za najbardziej niemieckie ze wszystkich związanych z kręgiem tej kultury. Jego średniowiecznemu wielonarodowemu charakterowi nadano nowe znaczenie jako czynnika skutecznej asymilacji Prusów [plemion bałtyjskich – przyp. red.] i Słowian pod niemieckim panowaniem” – pisze prof. Udo Arnold z uniwersytetu w Bonn w referacie zamieszczonym w zbiorze esejów z konferencji zorganizowanej na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie „Zakon Krzyżacki w historii, ideologii i działaniu – symbole dziejowe”. Niemieccy historycy, podobnie zresztą jak i polscy, pomijali niewygodny fakt, że w bitwie pod Grunwaldem po stronie krzyżackiej sami Niemcy stanowili co najwyżej 15 proc. walczących. Pozostali byli najemnikami, z Danii, Francji i Czech. Co więcej, w szeregach krzyżackich walczyli nawet Polacy, których posiadłości znajdowały się na terenie państwa zakonnego, i Litwini. W drugiej połowie XIX wieku historycy niemieccy bagatelizowali znaczenie bitwy pod Grunwaldem. Niektórzy przekonywali nawet, że tamtą wojnę polsko-krzyżacką wygrał zakon, bo poza ziemią dobrzyńską nie musiał Polsce zwracać żadnych innych. Często pisano też o tym, że bitwa pod Grunwaldem była starciem ze zjednoczoną armią Słowian i Bałtów, a nie tylko z Polakami, aby pomniejszyć tym samym rozmiary klęski. „(...) Widząc powalonego Wielkiego Mistrza, Polacy wypełnili powietrze dzikim okrzykiem triumfu. Najbliżsi mu zeskoczyli z koni, zerwali jego kosztowny płaszcz bojowy i zanieśli królowi jako dowód zwycięstwa. Jednak kiedy Jagiełło zobaczył zakrwawioną szatę i usłyszał relacje o ostatnich czynach Wielkiego Mistrza i jego bohaterskiej śmierci, przez jego tchórzliwą duszę przeszedł dreszcz strachu przed poległym lwem, a przez blade usta nie chciało przejść żadne obłudne słowo” – pisał Ernst Wichert w wydanej w 1881 roku powieści „Henryk von Plauen” (tłum. Piotr Szlanta, za: „Mówią Wieki”). To właśnie tytułowy bohater tej książki, który kilka tygodni po klęsce w bitwie pod Grunwaldem obronił Malbork, czyli stolicę państwa krzyżackiego, przed wojskami Jagiełły, stał się centralną postacią propagandy. W 1901 roku władze niemieckie postanowiły przenieść wielki kamień polny spod Grunwaldu, zwany przez Mazurów kamieniem Jagiełły. Umieszczono go obok ruin słynnej kiedyś kaplicy, opatrzywszy tablicą dedykowaną Ulrichowi von Jungingenowi. Wyryty na niej napis mówił, że wielki mistrz oddał życie w bitwie pod Grunwaldem – „w walce o niemieckość i niemieckie prawo”. – Na polach leżało mnóstwo podobnych kamieni, ale Niemcy wybrali właśnie ten, bo miejscowi ludzie opowiadali o nim legendy – mówi Romuald Odoj, były wieloletni wicedyrektor Muzeum Bitwy Grunwaldzkiej w Stębarku. – Mówiono, że Jagiełło zjadł na nim kolację. Przemówienie cesarza: polska pycha Rok później, w 1902 roku, do dopiero co odrestaurowanego zamku malborskiego przybył cesarz Wilhelm II. Wygłosił tam przemówienie, które musiało wzburzyć krew każdego polskiego patrioty: „Znów nastały czasy, gdy polska pycha chce zbytnio zbliżyć się do niemieckości. Dlatego wzywam naród do obrony naszych dóbr” – grzmiał Wilhelm II, rozeźlony oporem, jaki Polacy stawiali germanizacji w Wielkopolsce i na Pomorzu. Niedługo trzeba było czekać na polską odpowiedź. Polacy w zaborze austriackim zaczęli obchodzić kolejne rocznice bitwy pod Grunwaldem. W Krakowie 15 lipca 1910 roku, w 500-lecie grunwaldzkiego triumfu, urządzili wielką patriotyczną manifestację. Tego samego dnia ostródzkie koło Hakaty, czyli antypolskiej organizacji germanizacyjnej, złożyło wieńce pod kamieniem poświęconym von Jungingenowi. Zresztą już pod koniec XIX wieku na plakatach tej organizacji pojawiał się rycerz krzyżacki z mieczem i tarczą. Z kolei na plakacie Niemieckiej Partii Ludowej z roku 1920 widniał przystojny blondyn w zbroi broniący się przed dwoma drabami – bolszewikiem i polskim kmieciem. W 1914 roku, w drugim miesiącu I wojny światowej pod Tannenbergiem (dzisiaj Stębark), niedaleko od miejsca, w którym rozegrała się bitwa pod Grunwaldem, Niemcy rozgromili wojska rosyjskie, biorąc aż 92 tys. jeńców. Głównodowodzący wojsk niemieckich, marszałek Paul von Hindenburg, nazwał triumf zemstą za masakrę urządzoną przez Jagiełłę i Witolda. „Hańba została zmazana!” – pisano w miejscowych gazetach, choć trzeba było wyjątkowej wyobraźni, żeby utożsamić armię Romanowów z chorągwiami Jagiełły i Witolda. Mimo to w nieopodal położonym Olsztynku dla marszałka Hindenburga wybudowano mauzoleum ozdobione zakonnymi krzyżami. Trumnę z jego zwłokami przeniesiono tam w 1935 roku, w rok po śmierci marszałka (przed nadejściem frontu wschodniego w 1945 roku przewieziono ją do Hesji). Historyczna sprawiedliwość Polscy i niemieccy mediewiści zaczęli się spotykać po 1934 roku, kiedy w stosunkach pomiędzy Polską a Niemcami nastąpiła odwilż (po traktacie o nieagresji). Dyskutowano o tym, jak powinna być opisywana bitwa pod Grunwaldem. Jednak przed wybuchem wojny żadnych ustaleń nie wprowadzono w życie. Za to po zajęciu Krakowa przez Wehrmacht w 1939 roku chorągwie krzyżackie, które wisiały na Wawelu (kopie oryginalnych), zostały przesłane na zamek w Malborku. „W tym akcie historycznej sprawiedliwości walka pomiędzy niemieckością i polskością znalazła ostateczny kres” – powiedział wówczas Albert Forster, namiestnik okręgu Rzeszy Gdańsk – Prusy Zachodnie. Hitlerowcy chętnie wykorzystywali Krzyżaków i bitwę pod Grunwaldem w propagandzie. W przemówieniach porównywano niemieckich żołnierzy, a zwłaszcza jednostki SS do rycerzy zakonnych. Ich państwo przedstawiano jako czyste rasowo (co było wierutnym kłamstwem) i zorganizowane w sposób wodzowski. Dlatego mogło być wzorem dla III Rzeszy. Po wojnie Krzyżacy żyli głównie w propagandzie komunistycznej Polski. W Niemczech na chwilę powrócili wiosną 1958 roku, gdy biały płaszcz z krzyżem przywdział kanclerz Konrad Adenauer. On sam chyba nie zdawał sobie sprawy, jak histeryczne reakcje jego strój wywoła w Polsce, bo kwestie wschodnie mało go interesowały. Po prostu oddał zrabowane przez Hitlera posiadłości zakonne w Niemczech Zakonowi Krzyżackiemu (który zresztą istnieje do dziś), a ów płaszcz był symbolicznym podziękowaniem ze strony zakonników. Od tamtej wpadki Niemcy przestali się interesować Krzyżakami i bitwą pod Grunwaldem. – Wszyscy bali się posądzenia o rewizjonizm i rewanżyzm. Poza tym w Republice Federalnej utrwaliło się przekonanie, że nasza obecność na Wschodzie to nic dobrego. Dlatego rzadko zapraszany jestem w Niemczech na wykłady o zakonie – skarży się prof. Udo Arnold. – W podręcznikach szkolnych niewiele można przeczytać o rycerzach w białych płaszczach. Młodzi Niemcy nie wiedzą nawet, skąd wziął się czarny krzyż na skrzydłach niemieckich samolotów, który zaczerpnięto przecież z symboliki zakonu. Źródło: Newsweek_redakcja_zrodlo
Organizatorzy inscenizacji bitwy pod Grunwaldem spodziewają się w tym roku bardzo dużego zainteresowania, bo to wielki powrót imprezy po dwuletniej pandemicznej przerwie. W sobotę 16 lipca 2022 r. o godz. na pole bitwy wyjedzie blisko 2 tys. rekonstruktorów, choć w tym roku wyjątkowo bez udziału Rosjan. Jeszcze więcej osób będzie śledziło przebieg inscenizacji – policja spodziewa się aż kilkudziesięciu tys. widzów. Cała publiczność będzie musiała dojechać do Grunwaldu i zostawić gdzieś swoje pojazdy. Organizatorzy uprzedzają z góry – darmowych parkingów nie będzie! Aby ułatwić poruszanie się wokół pól bitewnych i zwiększyć bezpieczeństwo uczestników od godz. w sobotę 16 lipca do godz. w niedzielę 17 lipca na drogach w tym rejonie będzie obowiązywać ruch jednokierunkowy (lepiej po nic się nie wracać!). Na miejsce inscenizacji można dojechać kilkoma trasami: DW 537 z Pawłowa (zjazd z S7) do miejscowości Stębark (zalecany dojazd dla podróżnych z okolic Warszawy i Olsztyna) DW 542 z Rychnowa (zjazd z S7) do Frygnowa i dalej drogą powiatową 1261 N do Grunwaldu (zalecany dojazd dla gości z okolic Gdańska i Ostródy) DW 537 od strony Lubawy i Iławy lub DW 542 od strony Działdowa i dalej drogą powiatową 1266 N w okolice Grunwaldu Foto: Google Maps Gdzie zaparkować w Grunwaldzie? Policjanci proszą, aby pamiętać, że podobnie jak w latach ubiegłych na trójkątnej trasie Grunwald – Łodwigowo – Stębark – Grunwald będzie obowiązywał ruch jednokierunkowy. Informacja o tym znajdzie się na specjalnie ustawionych w tych miejscowościach tablicach. To właśnie przy tej trasie wytyczono większość parkingów dla widzów przyjeżdżających specjalnie na inscenizację bitwy pod Grunwaldem. Samochody należy pozostawiać wyłącznie na wyznaczonych parkingach. W innym wypadku trzeba liczyć się z odholowaniem pojazdu na swój koszt – służby zapowiadają zero tolerancji dla kierowców niestosujących się do ustawionych w pobliżu pól bitewnych znaków. Zakazy zatrzymywania się będą obowiązywać od godz. w sobotę 16 lipca do godz. w niedzielę 17 lipca. Z parkingów i z pobliskich miejscowości na miejsce inscenizacji będą prowadziły specjalnie wydzielone trakty piesze – usytuowane poza pasem drogi, oddzielone od niego taśmą oraz oznakowane tabliczką z napisem "Trakt tylko dla pieszych".